Niezależne forum mieszkańców Kwidzyna i nie tylko :-)

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Marion Dönhoff
PostNapisane: 5 grudnia 2009, o 12:53 
Marion Hedda Ilse Dönhoff, ur. 2 grudnia 1909 we Friedrichstein w ówczesnych Prusach Wschodnich (obecnie Kamenka w rejonie gurjewskim, Obwód kaliningradzki); zm. 11 marca 2002 w Crottorf).
Po ukończeniu studiów ekonomicznych zajęła się zarządzaniem majątkiem rodzinnym w Prusach Wschodnich. Podczas wojny związała się z organizatorami nieudanego zamachu na Hitlera w lipcu 1944 roku. Niemiecka dziennikarka, współwydawca tygodnika Die Zeit, autorka ponad 20 książek, Marion Doenhoff była jedną z najśmielszych orędowniczek pojednania narodu niemieckiego z krajami Europy wschodniej. U wielbiała konie i mazurską przyrodę.

Była absolutnym przeciwieństwem takich osób jak Erika Steinbach, czy Helga Hirsch. Pogodzona z utratą swojej pruskowschodniej ojczyzny napisała kiedyś: ”Najwyższą formą miłości chyba jest - kochać nie posiadając”.

2 grudnia minęła setna rocznica jej urodzin. Kobieta niezwykła. Była arystokratką prawdziwą, bez lęku. W styczniu 1945 roku konno uciekła z Prus Wschodnich przed postępującą ofensywą Armii Czerwonej. Sama konno przejechała na swym wielkim kasztanie Alarichu ponad 1200 km. Z Kwitajn koło Pasłęka do Metternichs w Westwalii.
Jechała prawie dwa miesiące i to w możliwie najgorszych warunkach jakie można sobie wyobrazić. Przetaczający się front i kataklizm masowej ucieczki ludności. Gdy Rosjanie wchodzili do Kwidzyna, ona miała do przebycia jeszcze większość drogi. Opisała to wszystko we wspomnieniach „Nazwy których już nikt nie wymienia”. (Polecam).
W stulecie jej urodzin odbył się rajd konny przez Mazury, lecz już inna trasą i nawiązujący do innej jej podróży. Opisuje to ciekawy reportaż.

We wspomnieniach Marion Doenhoff bardzo wymowny jest opis jej pożegnania z ojczyzną. Od paru wieków jej ród oraz spokrewnione rodziny zu Dhona i Lehndorff władały nieomal większością obszaru Prus Wschodnich. Gdy w swej wyprawie znalazła się na moście w Malborku, tam dotarło do niej, że wyjeżdża stąd na zawsze, i że jest to już końca pewnego świata.
Przytoczę tu fragmenty tych wspomnień:
Cytuj:
Od wielu dni jechałam konno w dużej kolumnie uciekinierów, toczącej się ze wschodu na zachód. W Malborku skierowano kolumnę prawdopodobnie inna trasą, gdyż całkiem niespodziewanie znalazłam się zupełnie sama przed dużym mostem. Upiorny był ten gigantyczny pochód, złożony z sań, furmanek, wozów konnych, pieszych ciągnących wózki ręczne, zajmujących całą szerokość niekończących się szos Prus Wschodnich, stale rosnący, i posuwający się wolno, lecz nieprzerwanie niczym lawa w dolinie. Jednak to nagłe osamotnienie było jeszcze bardziej przerażające.

Przede mną znajdował się żelazny most na rzece Nogat. Niemodne wysokie elementy usztywniające - stężenia – słabo oświetlone przez bujającą się na wietrze jedną wiszącą lampę, rzucały groteskowe, powykrzywiane cienie. Na moment zatrzymałam konia i zanim stukot kopyt na klekoczącej drewnianej nawierzchni przęseł zagłuszył inne odgłosy, usłyszałam dziwnie rytmiczny stukot, wydawany jakby przez trzynożną istotę opierającej się ciężko na lasce o drewniane podłoże. Początkowo niczego nie mogłam rozpoznać, lecz już wkrótce dojrzałam trzy postacie w wojskowych mundurach, które noga za nogą, w milczeniu, wlekły się przez most. Jedna z nich szła o kulach, druga oparta o laskę, trzecia miała zabandażowaną głowę, a jej lewa ręka zwisała bezwładnie. Idący mężczyźni opowiadali, że zwolniono wszystkich pensjonariuszy szpitali wojskowych, aby ratowali się o własnych siłach. Temperatura na dworze wahała się od dwudziestu do dwudziestu pięciu stopni poniżej zera.

Mój Boże, jak niewielu w naszym kraju wyobrażało sobie taki koniec. Koniec narodu, który wyruszył na podbój Europy, by ujarzmić sąsiadów na Wschodzie. To było przecież celem: jedni mieli na zawsze pozostać niewolnikami, a drudzy panami na wieki.

Dla mnie był to koniec Prus Wschodnich. Trzech rannych żołnierzy, którzy wlekli się przez most na rzece Nogat… i jedna amazonka, której przodkowie przed 700 laty przenieśli się z Zachodu na Wschód, w owym czasie na dzikie tereny nadrzeczne, teraz jadąca z powrotem na Zachód – wymazane 700 lat historii.


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 5 grudnia 2009, o 18:19 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 marca 2006, o 11:13
Posty: 3425
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
Przezacny Jurku, słusznie, że zwracasz uwagę na tematy bolesne,acz w dzisiejszych czasach,
kiedy jacyś dziwni ludzie próbują wskrzeszać neonazizm, w rzekłbym „zaklawiaturowej formie”,
(co w moim rozumieniu staje się i śmieszne i straszne) jest nadal aktualne.

Pomimo tego, iż o Marion Dönhoff, zdarzyło już nam się dyskutować w tym temacie , pozwolę sobie zadać Ci pewną zagadkę.
Kto jest autorem poniższego tekstu ?
Dodam, dla ułatwienia jeszcze, że w jakiś pośrednio przedziwny sposób jesteś z nim powiązany osobiście. Tekst jest fragmentem znanej powieści.

Cytuj:
"Nie wyobrażasz sobie jak łatwo kobiecie odebrać dumę. Nie wiesz wszystkiego o życiu, choć wiele przeżyłeś. Pamiętasz tylko ruiny naszego, Millerów, gospodarstwa pod lasem. Spalił je, jak wiele innych domów, Szczepan Łaryn. Mieliśmy, największe gospodarstwo w okolicy, prawie dwór. Teraz tam rośnie las. Miałam szesnaście lat, i nie było piękniejszej i bardziej dumnej dziewczyny w całej okolicy. Ojciec zginął na froncie wschodnim, brat walczył na zachodnim, zamiast nich otrzymaliśmy niewolników do pracy., mężczyzn i kobiety. Chodziłam w długich butach i w bryczesach, dosiadałam konia i doglądałam roboty z wysokości końskiego siodła. Biłam niewolników szpicrutą za byle niedopatrzenie. Szczepan Łaryn też był tu niewolnikiem, ale u księcia Reussa w Trumiejkach. Nie dziwię się, że spalił i nasz dom jak wiele innych. Tak, byłam dumna. Aż przyszła taka chwila, gdy kazali nam opuścić wieś i ruszyć w świat. Załadowałam dwa pełne wozy dobytku, na kozłach posadziłam niewolników. Matka i moja młodsza siostra pojechały w pierwszym wozie. To było zimą. Przygotowałam swego konia, siodło, ciepłą burkę, futrzane. rękawice. I pozostałam jeszcze dwie godziny, aby zakopać w ziemi słoiki z mięsem, których nie zdołaliśmy zabrać ze sobą. Z początku chciałam je zatruć, ale nie znalazłam trutki na szczury. Zakopałam więc te słoiki i konno ruszyłam w ślad za naszymi wozami. Pomyśl, tylko dwie godziny opóźnienia, a już ich nigdy nie dogoniłam. Na wąskich drogach, noga za nogą, ciągnęły tysiące takich samych wozów, spychanych do rowów przez czołgi jadące na front. Niektóre wozy przebyły dziesiątki kilometrów, umierały na nich dzieci i starcy, ciała układano w rowach strzeleckich w pobliżu drogi. Nikt ich nie zakopywał, nie znajdowano na to czasu, nikt nie mógł się zatrzymać w kolumnie jadących wolno wozów, gdyż natychmiast tarasował drogę. Zdychały konie, porzucano wozy z dobytkiem, w zrujnowanych i palących się miasteczkach ludnie grzali się przy ogniskach podsycanych porąbanymi krzesłami. Gnałam na swym koniu, z początku nie zwracając uwagi na ciała zmarłych. Ale po dwóch dniach zaczęłam się niepokoić i od czasu do czasu zaglądałam w pożółkłe i oszronione twarze zmarłych na poboczu drogi. Swoich nie znalazłam. Ale widziałam żonę kowala Malawki i jego dzieci z nóżkami rozjechanymi przez gąsienicę czołgu. Nigdy mu o tym nie powiedziałam, on jednak domyśla się wszystkiego i dlatego do nikogo nic nie mówi. Pędziłam potem jak szalona, przez ośnieżone pola i lasy, byle dalej i dalej od huku dział, które były coraz bliżej i bliżej. W pewnej wiosce chciałam ogrzać się przy rozpalonym obok drogi ognisku i wtedy jakiś kulawy mężczyzna zerwał mi z rąk futrzane rękawice. Jak można trzymać wodze w dłoniach bez rękawiczek, kiedy jest mróz, wiatr, zadymka i wszędzie biała pustka, a na drogach wciąż ciągną wozy z umierającymi ludźmi? Oddałam konia za miejsce w wojskowej ciężarówce, gdzie już było kilka młodych dziewcząt i gromada żołnierzy. Na pierwszym postoju, nocą, gwałcili nas po kolei. Potem gwałcili mnie wiele razy, oni i inni. To nawet nie był gwałt. Straciłam dumę już wtedy, gdy mi zabrano futrzane rękawiczki. Wystarczyło, że ktoś na mnie kiwnął palcem albo mi pogroził i ód razu się kładłam. Nawet nie wiem, dlaczego to robiłam, czy ze strachu, czy z braku dumy? Czy za miejsce przy ognisku, czy za talerz zupy, albo kęs chleba. To straszne, kiedy kobieta straci dumę i miota nią strach o życie. Ona sama nadstawia się, jakby to była jej jedyna obrona. Ona sama szuka tego, kto ją zechce wykorzystać i da przez chwilę obietnicę dalszego życia. Po krótkiej walce, którą przeczekaliśmy w piwnicy zrujnowanego domu, znowu jechały czołgi i żołnierze na czołgach, ale były to już inne czołgi i inni żołnierze. Bałam się ruszyć z piwnicy jak inni. Wziął mnie do siebie stary szewc, gotowałam mu zupę z chleba, nocami grzałam go, a on ogrzewał mnie, miętosząc moje piersi i trzymając palec między moimi nogami. Po dwóch miesiącach odważyłam się powrócić do rodzinnego domu. Byłam wygłodniała i obdarta, w ciąży nie wiadomo z kim.


Pozdrawiam serdecznie

Porcellus

_________________
Forum jest jak bagno,
kilku nie kuma, reszta rechocze.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 5 grudnia 2009, o 18:51 
To chyba ze "Skiroławek" Nienackiego. Tak mi przychodzi do głowy a nie mam gdzie sprawdzić.
Trudne te Twoje zagadki.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 5 grudnia 2009, o 20:02 
Offline

Dołączył(a): 27 stycznia 2008, o 23:03
Posty: 148
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
Marienburg.jpg Tak wyglądał most w Malborku!?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 5 grudnia 2009, o 20:24 
Bierrocker napisał(a):
Tak wyglądał most w Malborku!?
Tak wyglądał most w Malborku :

http://kaczorek.easyisp.pl/pisz/fort/malbo002.htm

http://www.marienburg.pl/viewtopic.php?t=53


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 5 grudnia 2009, o 20:49 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 kwietnia 2007, o 16:47
Posty: 159
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
Porcellus napisał(a):
"Nie wyobrażasz sobie jak łatwo kobiecie odebrać dumę. ...... Byłam wygłodniała i obdarta, w ciąży nie wiadomo z kim.


Na 200% "Raz do roku w Skiroławkach" Zbigniewa Nienackiego. Pod wpływem Porcellusa przymierzam się do przeczytania tego dzieła po raz n-ty. :)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 5 grudnia 2009, o 21:17 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 marca 2006, o 11:13
Posty: 3425
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
Budslavsky napisał(a):
To chyba ze "Skiroławek" Nienackiego.

KrzychG napisał(a):
Na 200% "Raz do roku w Skiroławkach"


Zgadza się.
Całą powieść możecie ściągnąć tutaj.

Porcellus

_________________
Forum jest jak bagno,
kilku nie kuma, reszta rechocze.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  


-->

Forum e-kwidzyn jest własnością Stowarzyszenia Promocji Medialnej e-Kwidzyn. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Forum. Właściciel Forum nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zgłoś post do moderacji.