Wydawałoby się, że trudno jest pogodzić interesa klienta z majstrem. Ale spróbuję to wyjaśnić.
ofi napisał(a):
... zobaczymy, czy "dam radę" ... z góry uprzedzam to tylko amatorszczyzna - jeśli Twoja Szefowa stwierdzi, ześ niepodobień .. zwracam koszty ... - Ty stawiasz "piwo"..
Darku, (w razie czego) radzę nie wybrzydzaj, bo na jedno wychodzi. My, zahartowani aromatem terpentyny już to weneckiej, już to balsamicznej i innych, w zasadzie nie wybrzydzamy. Czy to honorarium, czy też
ekwiwalent - to jakoś tam podołamy sprawie.
Wybacz
ofi, że się tu
podpinam do Twego klanu entuzjastów pędzla, lecz znajduję
sobie do tego pewna legitymację polegającą na wydarzeniach z przeszłości. Gdy mi zabierano koncesję na stolarstwo, albo okradano Białki z maszyn, to zawsze miałem jeszcze pędzelki, którymi udawało mi sie utrzymywać sześcioosobowa rodzinę. Umożliwiała mi to umiejętność
pokrywania
hektarów płótna słonecznikami, bzami, makami i widokami morza zarówno wzburzonego jak i spokojnego. Swoje estetyczne sumienie uspokajam przekonaniem, że nie było przymusu zaopatrywania sie w te dobra, a transakcje były dobrowolne niczym akt wyborczy.
Nauczyłem sie przy tym pewnej perswazji wobec klienta, co Ci
ofi polecam, choć w moim wydaniu jest to bardziej przekonujące. Chodzi o zapewnianie klienta, że dzieło po śmierci autora gwałtownie zwyżkuje na wartości. Krótka lustracja mojej prezencji, nie pozostawiała tu wątpliwości, co do konieczności natychmiastowej finalizacji zakupu
dzieła. Od lat trwa to do dziś, podobnie jak to "piwo" o którym tu piszę Darkowi, które tak czy siak jest w tym fachu nieuniknione.
