Ciekawa dyskusja. Podrzucę trochę argumentów do rozważenia.
reflexes napisał(a):
Robiłaś kiedyś zakupy dla 4 osobowej rodziny? Wątpię żebyś miała ochotę te zakupy nieść 500m do domu.
Ja tak czasami robię. Trzeba walczyć ze swoim lenistwem i wiotczeniem mięśni. Znam ludzi, dla których problemem jest przejść 500 metrów, ale za to jeżdżą (oczywiście) na siłownię czy inny pilates i za to płacą. Głupie? Ależ skąd. Pilates brzmi bardziej nobliwie niż targanie siat z zakupami.
reflexes napisał(a):
Że tak powiem bez hipokryzji, ważna jest dla mnie sytuacja ekonomiczna naszego miasta i regionu ale niestety jeżeli ktoś chce mnie jawnie okradać windując ceny to mam go gdzieś i chodzę (a właściwie jeżdżę) do francuskich, niemieckich czy jakie by one nie były marketów. Nie stać mnie na taki luksus żeby tylko ze względu na lokalny patriotyzm trwonić swoje pieniądze.
Jawnie okrada to polityk, który zarzeka się, że zmniejszy podatki, a je podnosi. Właściciel małego sklepu nie jest zazwyczaj krwiożerczym kapitalistą i oszustem, a po prostu klientem hurtowni. Właściciel sieci sklepów średnio i wielkopowierzchniowych nie jest klientem hurtowni, bo odbiera produkt bezpośrednio od producenta. Oczywiście odbiera znaczne ilości, przez co jest dla takiego producenta klientem znacznym ilościowo i najgorszym z możliwych finansowo. A po roku dzwoni do producenta przedstawiciel koncernu z "propozycją" kolejnego obniżenia ceny tego produktu, dajmy na to o 5%. I tak oto uwielbiane przez nas koncerny drenują kieszenie naszych producentów. Myślicie, że skąd się biorą te wszystkie mega promocje? No przecież nie dlatego, że koncern z sercem na dłoni dba o to, by nam żyło się lepiej. I tak o to polski producent funkcjonuje na skraju opłacalności, bo co ma zrobić? Przecież nie dogada się z innymi producentami i nie założy swojej sieci sklepów, bo:
- po pierwsze spółdzielczość (szerzej wspólnota) jest niszczona,
- po drugie rynek jest już dawno poukładany.
Do tego dochodzi niższa jakość produktów "zachodnich", które trafiają na nasze półki sklepowe, od tych wprowadzanych do obrotu na zachodzie. Reflexes - czy jak kupujesz niemiecki proszek, który nijak się ma do "tego samego" proszku sprzedawanego w Niemczech, nie czujesz się oszukiwany?
Istotę problemu oddaje Twoje ostatnie zdanie
reflexes napisał(a):
Nie stać mnie na taki luksus żeby tylko ze względu na lokalny patriotyzm trwonić swoje pieniądze.
Właśnie - w dzisiejszych czasach patriotyzm, czyli troska nie tylko o swój tyłek, ale także o dobro sąsiadów, jest LUKSUSEM. Ja z niego korzystam, gdy tylko mam taką możliwość.