Niestety widzę, że wracamy do starego. Piszecie - nie oceniaj - twierdząc, że brakuje mi człowieczeństwa. ( czyż to nie jest ocena?) Później idiotyczne przyrównania mojej postawy do patologicznych zachowań, ataków na bezdomnych itp - to jest dopiero patologiczna nienawiść, lub posługując się językiem pewnego
męża stanu (sic!) -
"Jak śmie ten obrzydliwy załgany hipokryta, ten obłudnik (...) lizusowski spektakl to jest (...)całkowicie świadome i cyniczne prowokowanie do walki w obszarze pozornie dla nich korzystnym - szambie! "
Naprawdę trzeba wyjątkowo złej woli - lub nadmiaru żółci, jak kto woli, aby przyrównać te dwa jakże odmienne stanowiska. To, że nie daję każdemu zaczepiającemu na ulicy drobnych, że potrafię uszanować czyjąś własność i tego samego oczekuję od innych, że wg mnie powinno się młodym ludziom tłumaczyć - pracuj i bądź odpowiedzialny - nie doprowadź się nigdy do takiej sytuacji bo będziesz skazany na łaskę innych - nie oznacza że wieczorami morduję bezdomnych którzy "zanieczyszczają" moją okolicę. Nawet nie chodzi o kaliber, ale zupełnie nie w tą stronę armaty wycelowane.
Jakby przeczytać powyższe posty to można by odnaleźć przesłanie tych wypowiedzi - ale po co? Lepiej przyrównać do morderców i obrazić rodziców - prawda? Nowm wyraźnie rozgraniczył - pomogę potrzebującemu - ale gdy on tej pomocy chce i chciałby coś ponad zamroczenie na następnych kilka godzin. Są odpowiednie instytucje które pomagają takim ludziom, noclegownie, punkty wydające odzież, żywność, miejsca w których robi się badania i ewentualnie leczy wykryte schorzenia - Wspomagamy je z podatków - lub w większej części z dobrowolnych darowizn. Przeznaczając pieniądze dla takiej fundacji - mam przekonanie, że pomoc trafi do potrzebujących a nie leniwego ćpuna który sam wybrał życie na ulicy. Nikt nikogo nie zmuszał do picia czy narkotyków, więc nałóg wg mnie nie jest żadną wymówką. Może być ich szkoda, ale to nie oznacza że muszę mu pomagać - skoro sam się tam władował to dlaczego ja i inni odpowiedzialni ludzie, którzy nie uciekają od problemów życia codziennego mają być odpowiedzialni za jego ratowanie? Przerabialiśmy już jeden system który uszczęśliwiał wszystkich z urzędu i obowiązkowo - jak to się skończyło?
Pojawił się wątek o wykorzystywaniu biednego pana Edka - faktycznie, zamiast go wykorzystywać przy rąbaniu drewna, lepiej być miłosiernym pod sklepem. Zamiast dać człowiekowi zarobić nawet te kilka złotych, lepiej pozbawić go resztek godności oferując jałmużnę. Zdecydowanie lepsze podejście! Sumienie będzie spokojniejsze, bo jestem taki ludzki.
Nie oceniaj - a przypadkiem to nie ocena, umiejętność analizy i wyciągania wniosków cechuje człowieka myślącego? Lepiej nie oceniać, przyjmować wszystko jak leci, być tolerancyjnym (no, chyba że ktoś ma inne zdanie - wtedy tolerancja się kończy, bo tolerować możemy tylko postawy wg nas słuszne), być bezmyślnym baranem w stadzie który powtarza w kółko prawdy sformułowane przez kogoś bardziej przebojowego.
Hopeczka napisał(a):
bo nie wiesz co przyniesie jutro....
Bo jutro możesz stracić dom, rodzinę, dzieci się od Ciebie odwrócą i wpadniesz w alkoholizm. Później stwierdzisz, że nie dasz się wykorzystywać przy rąbaniu drewna i staniesz pod sklepem znajdując zrozumienie u ludzi którzy podarują Ci garść bilonu. Jakie wnioski? Choćbyś nie wiem jak się starał - jak masz wylądować na ulicy to i tak wylądujesz i nic z tym nie zrobisz. Fatalizm czy infantylna (niby)tolerancja? Skoro już mówicie o tolerancji - tolerujcie także ludzi mających inne od waszego zdanie!
Wg mnie spokojem sumienia jest właśnie te kilka złotych pod sklepem, a realne działania wymagają już trochę więcej wysiłku. Ilu z was jedzie przed świętami do jakiegoś ośrodka czy domu dziecka, świetlicy środowiskowej itp - zawieźć jakieś drobiazgi dla dzieci, lub jedzenie czy środki czystości dla dorosłych? Ilu z was - z ludzkim podejściem - przed taką wyprawą dowiaduje się czego potrzeba ( jest zapisany na listę pomagających - ustalających miedzy sobą - co kto kupuje tym razem)? Ilu z was regularnie co miesiąc, tydzień oddaje część swoich ciężko zarobionych pieniędzy na jakąkolwiek pomoc dla obcych ludzi którzy mieli mniej szczęścia czy zaradności w życiu- nie mówię o pomocy do której zmusza was państwo czy otoczenie a pomoc do której zmusza was sumienie? Zapewne niewielu z tych którzy tak zaciekle krytykują przedstawione tu poglądy - bo łatwiej jest wrzucić złotówkę do kubka na ulicy - prawda - sumienie spokojne i menel zadowolony.
i to tyle.