c.d. perypetii naszych lekarzy...
Lekarzy jest coraz mniej, obowiązków coraz więcej
Cytuj:
Lekarskie dylematy. Uwikłani w życie i ...dodatkowe dyżury
02.06.2006
Doktor Skalska nie spała całą noc po rozmowie ze swoją ośmioletnią córeczką. Było to nadprogramowe niewyspanie. Planowe jest wtedy, gdy wprost z etatowej pracy w klinice ostrych zatruć gdańskiej Akademii Medycznej zmierza na dyżur w pogotowiu ratunkowym, albo w szpitalu w Kwidzynie. Zatem tym razem nie wyspała się, choć w założeniu powinna. Tylko jak spać, gdy Ola najpierw płacze i nie chce powiedzieć dlaczego, a jak wreszcie wychlipuje powód, to lawiny wyrzutów sumienia nie daje się powstrzymać żadną ludzką siłą.
- Mamusiu, ja w przyszłym roku mam komunię. I tak mi się zdaje, że ty wtedy znów zadzwonisz i powiesz, że musisz zostać w pracy, bo masz dyżur - Ola, choć walczy dzielnie, przegrywa sromotnie z dławieniem w gardle i cisnącymi się do oczu łzami.
***
Doktor Skalska ma dość. Niech diabli porwą wszystkie te mądrale, twierdzące, że lekarze mają dużo okazji do dorobienia, więc nie powinni narzekać na niskie zarobki. Inni mają gorzej.
Miało być lepiej
- Jasne, że są tacy, którzy zarabiają mniej. Ja wszystkiego razem uciułam zapewne więcej, niż przysłowiowa pani z warzywniaka - Anna Skalska stara się zachować spokój, choć emocje opanować niełatwo, zwłaszcza, gdy chodzi o najukochańszą osobę. - Tylko, że ja ciężko harowałam i haruję właśnie po to, żeby było lepiej mnie i moim najbliższym. Studia medyczne trwają sześć lat i są najcięższe ze wszystkich kierunków. Potem rok stażu podyplomowego za żenująco niską stawkę. I znów pięć lat specjalizacji. Pracuję od dziewięciu lat, a podstawowej pensji na rękę dostaję niewiele ponad tysiąc złotych.
Właśnie z myślą o Oli postarała się o dodatkową pracę. O te dyżury w różnych placówkach medycznych, które zwykle rozpoczyna bezpośrednio po ośmiu godzinach etatowej pracy w klinice. Albo też do owej pracy prosto z dyżuru jedzie. Sposobem na przetrwanie są hektolitry kawy.
A jeśli się pomylę?
Czasem tylko język zaczyna jej się plątać ze zmęczenia.
- Kiedy rozmawiam z pacjentami, a oni dziwnie na mnie patrzą, to wiem, że czas na małą przerwę i kolejną kawę - żartuje ponuro i całkiem już poważnie dodaje: - W naszej klinice znajduje się jedyny w Polsce północnej ośrodek informacji toksykologicznej. O każdej porze dnia i nocy ktoś może zadzwonić z dramatycznym pytaniem: „Dziecko wypiło jakiś środek w takiej a takiej butelce. Co to jest, w jaki sposób postępować, jak leczyć?”. I co, jeśli ja ze zmęczenia zwyczajnie się pomylę?
Mama zagryzie zęby
Ale przecież lekarz może dorobić. Nawet powinien, bo w służbie zdrowia się nie przelewa i wyciąganie ręki po podwyżkę jest najwyraźniej naganne. Ewentualnie może być wypoczęty, nie dorabić i wegetować na granicy ubóstwa. Ola nie będzie wtedy uczęszczała na dodatkowy angielski, ani zajęcia taneczne, nie wyjedzie na wakacje. Takich dzieci przecież też w naszym kraju nie brakuje.
A jednak Ola będzie to wszystko miała, bo jej mama zagryzie zęby i jak taran przeć będzie do przodu. Bo jej mama uważa, że przynależność do inteligencji (a chwalić Boga, tego jeszcze się lekarzom nie odmawia) zobowiązuje. Bo Ola ma w przyszłości zostać wykształconą, otwartą na świat kobietą.
I tylko ta myśl kłująca, że Ola wcale nie jest szczęśliwa. Że Ola potrzebuje mamy, a nie opiekunki we dnie i w nocy. Oli jakoś bardzo czarno rysuje się przyszłość, skoro nie może powstrzymać płaczu, myśląc, że za rok mama nie przyjdzie na jej komunię, bo popędzi na kolejny dyżur.
Lekarka z hotelu
Właśnie uwikłania w dodatkową pracę i dyżury, najbardziej obawia się dr Hanna Szmelter, która w przeciwieństwie do dr Skalskiej, dopiero zaczyna swoją przygodę z medyczną specjalizacją. Dr Szmelter od kilku miesięcy pracuje w gdańskim szpitalu chorób zakaźnych. Zarabia 1100 zł. Studia skończyła dwa lata temu.
- Miałam nadzieję, że jak zacznę pracę to będzie mnie stać na wynajęcie mieszkania. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany - uśmiecha się trochę smutno. - Mieszkam z koleżanką w hotelu pielęgniarskim. Mamy tam takie dwupokojowe mieszkanko. Płacę 400 zł. W mieście za takie pieniądze nic nie znajdę.
Dr Szmelter oczywiście nie wyklucza dodatkowych dyżurów. Dobrze, że ma taką możliwość, bo to pozwala podreperować dziurawy budżet. Jej współlokatorka na razie dyżurować nie może. Na jej oddziale jest zbyt dużo chętnych, więc mocno gimnastykuje się tylko z gołą pensją. Hanna Szmelter nie ma męża ani dzieci i wciąż jeszcze w młodzieńczy i idealistyczny sposób podchodzi do swojej pracy. Najbardziej martwią ją zatem nie ograniczenia budżetu własnego, ale ... szpitalnego.
- Na przykład obawiam się wykonać diagnostykę, taką jaką uważam, że powinna zostać pacjentowi zrobiona, by nie narazić się na reprymendę szefa, że to za drogie. Albo nie podam antybiotyku, który moim zdaniem sprawdziłby się najlepiej, ale taki, jaki jest dostępny w szafce pielęgniarek - wylicza.
Trudne partnerki
Doktor Skalska też nie ma męża. Już. Związek nie wytrzymał próby czasu. Nic dziwnego, skoro nigdy jej nie było. Poza tym, dla mężczyzn jest chyba trudną partnerką. Choć dość drobnej postury, to w końcu twarda sztuka, która do upadłego walczyć będzie o swoje. Ale może dzięki temu byłemu mężowi łatwiej nie płacić jej tych 300 zł alimentów. W końcu i tak sobie poradzi. Rzeczywiście, za kilka miesięcy dr Skalska kończy specjalizację i przenosi się do pracy w innym mieście. Dostała dość ciekawą propozycję. Niestety znów będzie musiała rozstać się z Olą. Na rok. Córeczka zamieszka u jej rodziców, w odległości kilkuset kilometrów. Anna Skalska wierzy jednak, że potem już będzie im łatwiej. Przez ten czas musi kupić mieszkanie i ustabilizować sytuację finansowaą i zawodową. Podobnie jak jej młodsza koleżanka po fachu Hanna Szmelter, dr Skalska nie raz myślała o wyjeździe do pracy za granicę. Wielu młodych lekarzy zrobiło to zaraz po stażu podyplomowym. Nie słyszały, by ktoś żałował. Bo i czego, gdy po roku pracy stać ich na egzotyczne wakacje, kupno mieszkania i samochodu. Obydwie twierdzą, że na przeszkodzie stoi jedynie niedostateczna znajomość języka. Obydwie się go uczą.
Beata Krzemińska - Dziennik Bałtycki
http://kwidzyn.naszemiasto.pl/wydarzenia/608595.htmlI jeszcze jedna sprawa... Tak niedawno głośno było o wyjściu z impasu naszego szpitala, tak niedawno hucznie obchodzono otwarcie wyremontowanego oddziału i co? I tak po prostu teraz to wszystko pozamykają? Nie winię za to lekarzy, nie dziwię się że uciekają z tego kraju (mnóstwo moich znajomych już tu nie ma - nie mam im tego za złe, tu nie znaleźli pracy, poza granicami układa im się naprawdę dobrze, choć nie powiem że nie jest mi przykro że każdy inny kraj byle nie nasz

) Miało być lepiej, miało być tanie państwo... dla kogo? Jest coraz gorzej i to szybciej niż się tego spodziewaliśmy...
Cytuj:
Kwidzyn. Zamkną oddział dziecięcy w szpitalu?
31.05.2006
Zarząd spółki Zdrowie, administrującej kwidzyńskim szpitalem zapowiada możliwość zamknięcia oddziału dziecięcego kwidzyńskiego szpitala. Może to nastąpić już od 1 czerwca. Przyczyną jest brak lekarzy pediatrów.
- Mamy bardzo trudną sytuację kadrową w szpitalu. Brakuje przede wszystkim lekarzy. Już we wrześniu ubiegłego roku wspominałem o tym, że nadchodzi kryzys kadrowy. Lekarze odchodzą z pracy. I wcale nie są to tylko wyjazdy za granicę, ale także ,podkupowanie" specjalistów przez niepubliczne POZ, gdzie płacą lepiej niż w naszym szpitalu. Spółka pod tym względem jest mało konkurencyjna - wyjaśnia Wojciech Kowalczyk, prezes spółki Zdrowie.
W 2006 z kwidzyńskiego szpitala odeszło trzech lekarzy, jeden z oddziału wewnętrznego oraz dwóch lekarzy pediatrów z oddziału dziecięcego. Przez trzy miesiące na tym ostatnim oddziale pracowało jedynie dwóch lekarzy etatowych i jeden dochodzący. W każdej chwili oddział dziecięcy zagrożony jest zamknięciem.
- Obecnie pracuje tam tylko dwóch lekarzy: ordynator i zastępca. Posiłkuje się jeszcze jednym lekarzem dochodzącym na dyżury. Lekarze pracują tak już trzeci miesiąc. Na czerwiec zapowiedzieli, że nie obsadzą dyżurów, gdyż najzwyczajniej w świecie nie dają rady. Czym to grozi? Zamknięciem oddziału. Pacjenci, łóżek na tym oddziale jest 26, trafią do innych szpitali - dodaje Kowalczyk.
Niestety taka sytuacja ma przełożenie także na inne oddziały: noworodkowy i położniczy. Zdaniem Wojciecha Kowalczyka bez dyżurnego pediatry te dwa oddziały nie będą mogły właściwie funkcjonować.
- Moja córeczka Julia ma półtora roczku i wiele chorób - mówi Lucyna Skonieczek z Wandowa. - Często potrzebuje opieki szpitalnej. Tutaj w Kwidzynie zawsze jest przyjęta od razu gdy tylko dzieje się coś złego. Nie wyobrażam sobie, że musiałabym z nią jeździć do innych szpitali, szczególnie, że dzieci z naszego regionu nie zawsze chętnie są w nich przyjmowane.
Spółka Zdrowie od dłuższego czasu poszukuje chętnych do pracy, niestety bez rezultatu. Były nawet próby poszukiwania lekarzy za wschodnią granicą.
- Niestety procedura zatrudniania lekarzy ze wschodu bardzo się skomplikowała od czasu, gdy jesteśmy członkami Unii Europejskiej. Obecnie zatrudnienie lekarza z krajów poza Unii jest wręcz niemożliwe - wyjaśnia prezes spółki Zdrowie.
Andrzej Chmielewski, (MEK) - NaszeMiasto.pl
http://kwidzyn.naszemiasto.pl/wydarzenia/607859.html