Dziesięć lat temu świat oczekiwał kataklizmu, który miał zdruzgotać całą skomputeryzowaną globalną cywilizację za sprawą „pluskwy milenijnej”.
Cytuj:
Eksperci od nowych technologii, politycy i ekonomiści kreślili wówczas wizję apokalipsy, która miała nas spotkać w wyniku błędnego oprogramowania milionów komputerów. Przestrzegali, iż systemy operacyjne nie będą w stanie przestawić się z roku 1999 na rok 2000, a to oznacza utratę kontroli nad rakietami balistycznymi, wyłączenia prądu na ogromnych połaciach globu, paraliż komunikacyjny, katastrofę na giełdach, chaos w szpitalach i szkołach.
Komisja Europejska przewidywała, że 15 proc. przedsiębiorstw w Unii może zbankrutować.
Czarnymi owcami stały się m.in. Rosja, Chiny i Nigeria, które besztano za lekceważenie problemu.
(…)1 stycznia 2000 r. doszło na całym świecie do kilkudziesięciu incydentów. W Berlinie zawiesiły się komputery w jednostce straży pożarnej. W Szwecji wyłączyły się samoczynnie trzy elektrokardiografy (nikt nie ucierpiał). W Pentagonie przez dwie godziny nie działał system zbierający zdjęcia z satelitów szpiegowskich. Kilka faksów dotarło do adresatów z błędnie wydrukowaną datą. Nic strasznego nie wydarzyło ani w Rosji, ani w Chinach, ani w Nigerii.
Na walkę z pluskwą milenijną ludzkość wydała 300 miliardów dolarów.(
art.)
Pluskwa milenijna jednak zainfekowała politykę globalną całym ciągiem kolejnych zagrożeń ludzkości. Koszta przeciwdziałania tym zagrożeniom rosną w postępie geometrycznym. Więcej niż owa
pluskwa kosztuje zwalczanie różnych
gryp ptasich i świńskich, pompowanie w banki bilionów w obawie przed krachem finansowym, czy też krucjaty w krzewieniu nowej religii, bazującej na wierze w kataklizm klimatyczny, w związku z emisją CO2 . Interes się rozkręca.