Cytuj:
trochę prawdy w tym jest.
I nie ma co się tu rozczulać nad staruchami. Prawda jest taka, że oni kwękają i biadolą, a ilu to z nich potrafi ze swojej własnej emerytury utrzymywać swoje dorosłe dzieci i ich potomstwo.
I jeszcze dalej pchają się do roboty.
Z racji wieku nie mają już tak wiele potrzeb i nic by się nie stało jakby z tych emerytur przerzucono trochę więcej na zasiłki dla młodych nierobotnych.
W ogóle sprawa jest nie tylko nieekonomiczna, ale i nielogiczna, no bo po co kogoś leczyć i certolić się z nim, kto przecież i tak zaraz umrze, a przynajmniej dla dobra społeczeństwa powinien to uczynić nie później, jak w trzy lata od zakończenia pracy (wg rządowego projektu dziedziczenia emerytur).
A poza tym pamiętajmy, że są to w zdecydowanej większości same
mohery, i to właśnie oni w najczulszym punkcie społeczeństwa, jakim jest rodzina popychają najmłodszych
w tyrańską niewolę kleru i zatruwają ich młode umysły przesądami o jakimś patriotyzmie (komu to dziś potrzebne? i spiskowymi opowieściami o historii, w której uczestniczyli.
Nie dość, że utrzymują to swoje radio z Torunia, to jeszcze potrafią robić zamieszanie w wyborach, co przecież też można jakoś uporządkować, by te słupki wyborcze urosły jak należy. Dlaczego prawo wyborcze ma tylko dolną granicę, a gdzie jest górna granica wieku tego prawa, pytam się.
W postępowych krajach europejskich już przestaje być problemem tabu sprawa racjonalnego ostatecznego rozwiązania (w jęz. niem. Endlösung) jakim jest eutanazja. Oczywiście w Polsce, z powodu utrzymujących się jeszcze różnych przesądów sprawa musi być na jakiś czas odroczona i nie da się tak od razu „z grubej rury”.
Od jakiegoś punktu trzeba zacząć, więc nie czepiajcie się posłanki PO, która jako osoba młoda dobrze rozumie problem i ma odwagę rozpocząć tę kłopotliwą debatę choćby na przykładzie emeryckiego biodra i jego rehabilitacji.
Nie ulega wątpliwości, że w takich różnych dylematach należy wybierać przyszłość, a do kogo ona należy jak nie do młodych, pytam się.