Przyznam szczerze, że jako osoba zmotoryzowana z lenistwa czy też zwykłej wygody generalnie bardzo rzadko spaceruję

po Naszym mieście... Jednak jako, że od kilku dni pogoda sprzyja spacerom postanowiłem "zwiedzić" miasto piechotką

... I doznałem szoku...
Zauważyłem, że kierowcy (a przynajmniej większość) praktycznie wogóle nie reagują na pieszych zbliżających się do przejścia czy też na tych czekających już przy owym przejściu... odkryłem na nowo, że można tak czekać dobre kilka czy kilkanaście minut żeby przejść na drugą stronę ulicy i sam byłem świadkiem kiedy kobieta z wózkiem chciała przejść przez przejście a jadący samochodem kierowca ani myślał zwolnić, o ustąpieniu pierwszeństwa nie wspominając, "częstując" ową kobietkę wymownym pukaniem w głowę... I tak mnie to zastanawia, że przecież w Polsce prawo jest w tym aspekcie identyczne z europejskim

, gdzie pieszy przy przejściu (zebra) to "świętość" i żadnemu kierowcy nie przyjdzie do głowy "śmigać" przed nim... nawet Polacy na emigracji łatwo się adoptując do lokalnych warunków ustępują pierszeństwa bez zbędnych zgrzytów prezentują najwyższy poziom kultury na drodze... czemu w takim układzie tu na miejscu odbiera wszystkim (większości) rozum i za nic mają przepisy i zasady będące normą w krajach europejskich??? no chyba, że to ja nagle zrobiłem się za czuły i zwyczajnie się czepiam
