Pozamiatano już po wyborach, a zwycięzcy kończą rozdawanie konfitur funkcyjnych i innych delicji wszystkim tym, którym się one należą: swoim wiernym, koalicjantom, którzy już zrzucają opozycyjne maskowanie, jak i tym, którzy przeszli z opozycji do tych „skazanych na sukces”.
W trakcie inauguracji nowej kadencji w samorządach i później, nieoczekiwaną karierę zrobił zapis art. 25 a) ustawy o samorządzie gminnym, który stanowi: „
Radny nie może brać udziału w głosowaniu w radzie ani w komisji, jeżeli dotyczy ono jego interesu prawnego”.
Przetoczyło się to przez cały kraj, zwłaszcza tam, gdzie w radach istnieje jakaś zdecydowana większość, lub silna koalicja, którą bezsilna opozycja chciałaby chociaż ugryźć w d.
Zapowiadano już unieważnienie podjętych uchwał, skargi sądowe i inne dolegliwości wszędzie tam, gdzie poszczególni radni brali udział w wyborze samych siebie na stanowiska funkcyjne w radach. Przyświecało temu przekonanie wywodzone z przytoczonego art.25 a), jakoby głosowanie na samego siebie było sprzeczne z ustawą.
W tej sprawie znane są orzeczenia sądowe (ostatnie sprzed roku - NSA II OSK 1865/09) i liczne niespójne i zaprzeczające sobie wzajem opinie prawne, oraz wiele możliwych interpretacji i to w sytuacjach wydawałoby się nie budzących wątpliwości.
Rzeczywistość jest taka, że przywołany art. ustawy po prostu nie nadaje się na oręż w samorządowych wojenkach. Każdy wniosek powołujący się nań zostanie przez sądy utopiony.
Kłania się tu pewien niemodny od jakiegoś czasu
teoretyk z bardzo bujną brodą, który to już dawno przewidział, że
prawo jest wyrazem woli silniejszych przeciwko słabszym i… kropka.
Konkretnie, to przeważa taka wykładnia, że „
interes prawny musi być osobisty, własny, indywidualny i konkretny, dający się obiektywnie stwierdzić, oraz aktualny, a nie ewentualny” (wyrok NSA z 20 kwietnia 1998 r,IV SA 1106/97), a głosowanie radnego na wybór samego siebie na funkcje w radzie to nie jest jego interes prawny choćby funkcja związana była z pobieraniem odpowiednio wyższej diety.
Czyli art. 25 może służyć wyłącznie jako ubijak piany w samorządach i wokół nich i do niczego innego.
W pewien sposób sprawa dotknęła także Kwidzyna.
Po głosowaniach dotyczących funkcji wewnątrz rady szemrano (w kuluarach, i na kwidzyniacy.pl) o arogancji władzy, albo o zagapieniu się opozycji w tym temacie i zaczęto kierować do wydawcy „Pulsu Kwidzyna” a byłego niezależnego radnego Marka S. oczekiwania, że podejmie temat i wyjaśni tę sprawę. Ale wywoływany do tablicy przecież nie musi.
Łatwo wyobrażam sobie pewien dyskomfort b.radnego, który był w poprzedniej kadencji aktywną jednoosobową i niezależną
instytucją i już nią nie jest.
Jednak nieco dziwię się, że teraz zdarza mu się publiczne odżegnywanie się od drugiej swej znanej dotąd sprzężonej roli, jako dziennikarza dobrze zorientowanego w kwestiach samorządowych i nadal dzielącego się tym z czytelnikami w swojej gazecie.
Mocno zdziwiła mnie jego
deklaracja mówiąca, o tym, że: po rozmowie z Burmistrzem, o co tu chodzi z art. 25 „już wiem … ale nie powiem”. I po co jeszcze to podpuszczanie „czterech radnych jednej opcji”?
Jeszcze bardziej mi „zabełtał w głowie” tytuł wstępniaka: ZNAJDŹ SWOJE MIEJSCE W SZEREGU.
Mam nadzieję Marku, że tej koszarowej komendy nie odnosisz do siebie i nie jest ona Twoim dotąd nieznanym mottem.
Marku, jakoś nie pasuje mi to do Ciebie, byś się ustawiał w jakimś szeregu i nie chce mi się w to wierzyć, chyba że znowu o czymś nie wiem.