Tak było, flaszka, dwie , piwko po pracy z kolegami pod sklepem GS. Dzieciak jak się przypałętał dostał na lody a w niedzielę karciochy z kolegami czy w gronie rodziny. Coś na skalę naszego "bogactwa" tamtych czasów, tzw. mała stabilizacja. Trudno nazwać to kulturalnym przeżywaniem wolnych chwil, ale z pewnością było to lepsze od dzisiejszego zamykania się w domach. Żaden to indywidualizm, raczej smutny kres społeczeństwa które jest zatomizowane i linie podziału już są nawet niewidoczne. Nikogo już nic nie interesuje, wolą mieć święty spokój i wyciągać nogi przed telewizorem, który często jest jeszcze nie spłacony. Smutny kres iluzji którymi nas karmiono.
-- 20 kwi 2013, 2013 09:41 --
MACIEKZB napisał(a):
Myślę, że anduel, podał celną diagnozę problemu. W każdym bądź razie zgadzam się z tym. Dodam tylko, że dopóki ludzie mają jakąś pracę i środki do egzystencji jest wszystko ok i są zadowoleni z otaczającego świata. Gdy to stracą często swoją niemoc i żal wylewają na wszystkich dookoła, często na tych, którym powodzi się lepiej, często sami nie szukają rozwiązania problemu i czekają na gotowe wykazując przy tym postawę roszczeniową. Podejrzewam, że wielu zostało rozpuszczonych prze komunę, kiedy na flaszkę lub dwie zawsze znalazła się kasa i nawet wtedy gdy tych flaszek nie było na półkach sklepowych...
W każdym kraju większość jest zależna od jakiegoś pracodawcy, problem w relacjach. U nas często stosunki pracy wyrażają się definicją: pan/niewolnik. Współczesny niewolnik otrzymuje za pracę świadczoną na rzecz pana tyle że zaledwie starcza na marną egzystencję, bo przy dzisiejszych kosztach życia, pensja poniżej 2000 zł jest wynagrodzeniem niewolniczym. Za komuny która to tak rozpuszczała też nie było super, ale było dużo socjalnych bonusów i przez to lekko wymuszana integracja.