oki44 napisał(a):
Jak jest zima to jest i śnieg, prawda oczywista. Jak co roku musimy sobie jakoś radzić.
Zarząd Miasta corocznie ma dylemat, ile pieniędzy na odśnieżanie "w błoto" wyrzucić.
Jedni powiedzą że za dużo, inni, że za mało. Nie jest to łatwa decyzja, bo to pieniądze
bezpowrotnie stracone. Właściciele posesji tego dylematu nie mają - mają sprzątać i już.
Jedni to robią lepiej, inni gorzej, jeszcze inni - wcale.
Handlowcy przed świętami liczą na większy utarg. Gdy własnym sumptem odśnieżą przed
swym sklepem - mają szansę na więcej klientów, prawda dość oczywista.
Moja żona na Targowej wynajmuje sprzątających i jakoś dojazd do sklepu zapewnia.
Niepisanym dobrym zwyczajem jest, że handlowiec nie stawia swego auta pod sklepem,
zostawiając dojazd dla klientów. Ma w tym swój interes. Oni parkują rotacyjnie i wielu
zdąży się zatrzymać przed lokalem.
Niestety, bywają handlowcy nieco bardziej przemyślni. Owszem, nie zostawiają przed swoim sklepem,
zostawiają przed nieswoim. Wydaje się im, że tym sposobem rozwiązali problem. Samochody z tej samej
ulicy są znane i zwykle wiemy do kogo należą.
Dziś Helka, po odprawieniu ekipy odśnieżającej, nie zdążyła dobrze wejść do lokalu, gdy zaparkował jeden
z pracowników z niedaleko odległego sklepu. Zadzwoniła z grzecznym wyjaśnieniem i uwagą by zaparkował
na parkingu, który jest w połowie pusty a odległy od niego 100 metrów. Usłyszała w odpowiedzi, że nic go
to nie obchodzi, było miejsce to zaparkował. Zadzwoniła do właściciela sklepu i za chwilę samochód usłużnie
odjechał. No będzie miejsce dla klientów. Ależ gdzie tam, zaparkowała szefowa sąsiedniego punktu.
Helka znów zadzwoniła z pytaniem, czy na długo zostawiła auto. Do 18, usłyszała. Znów grzeczne tłumaczenie
idei miejsc parkingowych dla klientów. Niestety, tu usłyszała że było miejsce, więc zaparkowała, ma takie prawo
i nic nikomu do tego.
Bo i prawda, prawo nikomu nie zabrania całodziennego parkowania auta na wolnymi i w dodatku,
odśnieżonym miejscu. Czemu nie stanęła przed swoim? - bo go nie odśnieżyła i nie mogła, dlaczego
nie na płatnym parkingu? - bo nie będzie chodzić 200 metrów na pieszo.
I tak zgodnie z prawem gotujemy sobie swoje małe piekiełko. Auta handlowców parkują cały dzień przed
sklepami a parking obok zieje pustką. Acha, jest płatny a biedny handlowiec chyba nie będzie uszczuplał
kieszeni niepotrzebnym wydatkiem. A że komuś to przeszkadza? No to co? To komuś, sobie nie.
Na przyszłość na tym forum będę o takich cwaniackich właścicielach aut pisał pisał, nie przemilczając nazwisk,
znam je przecież, kłaniamy się sobie.
Witam i życzę wszystkim w nowym roku pomyślności, tolerancji, więcej empatii i uśmiechu oczywiście...

)) bo uśmiech - naprawdę potrafi rozładować niejedno nieporozumienie i napiętą sytuację!
Przeczytałam w/wym wypowiedz i nie mogłam przejść wobec niej obojętnie ! bo ów, "problemik"

który został poruszony, nie jest wcale taki śmieszny, błahy i wyimaginowany, jak niektórzy uważają. No cóż ...ale oczywiście, punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia, więc...do rzeczy ! Problem jest dużo, dużo większy niż się Państwu wydaje i nie ogranicza się do li tylko do zaśnieżonych i niedostępnych miejsc parkingowych, które stanowią własność miasta. Od wielu lat borykam się z tym problemem! Prowadzę hurtownię elektryczną przy ul.Grunwaldzkiej (budynek znany wszystkim Kwidzyniakom a znany jako stara "SAWA") niewielki placyk znajdujący się przed budynkiem, który stanowi moją własność zaadoptowałam jako parking dla klientów( około 10 lat temu wynajęłam firmę "DOMBUD", która to wjechała z profesjonalnym ciężkim sprzętem i w ciągu trzech dni przeobraziła krajobraz "księżycowy" w parking dla moich klientów ..... bynajmniej taka była moja intemcja) Pragnę nadmienić, że owa inwestycja kosztowała na tyle dużo, że była trochę jak sen wariata...bo była to inwestycja przekraczająca zdrowy rozsądek...ale już wtedy wiedzialam, czulam, że nastały takie czasy, że parking stanowi podstawę do tego aby pozyskać potencjanego klienta. Firma zaczęła się rozwijać, dostawy z dużych aut z windą, palety, auta moich klientów i problem .......... z ludzmi, którzy zaczęli traktować mój własny teren, jako swoje miejsce parkingowe ! W moim bliskim sąsiedztwie jest krawcowa ( jest to moja sąsiadka, którą lubię i nie mamy wobec siebie absolutnie żadnych pretensji, czy też konfliktów) nagminnie parkują na moim prywatnym parkingu - NIE MOI KLIENCI !!! ( pomimo wielu widocznych info. - że to prywatny parking!!! - to zupełnie nie działa na ludzi) każdy traktuje mój prywatny teren, jak swój... ale mało tego ! na moje, na początku bardzo, bardzo, bardzo grzeczne uwagi i inforamacje, że to teren prywatny, ludzkie reakcje były....takie, że dostawałam bezdechu, skakało mi ciśnienie, a nawet płakałam. Zdarzało się, że na moim prywatnym parkingu:) ktoś pozostawiał zepsute auto a nawet takie, którego juz nie chce, nagminnie - klienci mojej sąsiadki krawcowej - a każdy tylko na chwilkę, a moi klienci nie mają ggdzie zaparkować i zostawiają swoje auta na wewnętrznej drodze, a moi sąsiedzi dzwonią po policję - bo droga jest nieprzejezdna ! mój prywtny parking zastawiają auta klientek krawcowej, mało tego !!!!! niektóre klientki krawcowej potrafią, wejść do mojej firmy i krzyczeć " a co to za palatn tak zstawił moje auto, że nie mogę wyjechać"
Nie raz i nie dwa mnie taki szlag trafiał...i na pewno nie raz byłam nie miła, nie uprzejma... warcząca, raz nawet jakąś taką baaaardzo wredną i używającą wobec mnie mało kulturalnych epitetów, oporną na wiedzę i sugestie zastawiłam swoim autem, tym samym uniemożliwiając jej wyjazd z mojego parkingu, na co "Oporna"- wezwala Policje

)))
lub...panienka małolata wpada z piskiem opon na...zupełnie nieadekwatny , jasna cholera jakże malutki parking - i ustawia wielkie i piękne auto tatusia tak jakby, jako jedyne zsługiwało na to, by na nim stać ...
