Przede wszystkim chcę zaapelować o powściągnięcie negatywnych emocji - nikomu pożytku ani chwały nie przyniesie, jeśli zaczniemy obrzucać się epitetami czy argumentami
ad personam.
Budslavsky napisał(a):
Czy z tą zagadką jest związana jakaś nagroda?
Zasadniczo nie przewidziałem...

Ale jeśli reflektujesz na uśmiech, tabliczką czekolady albo flaszką piwa, to daj znać!
Budslavsky napisał(a):
Po prostu dla każdej z wymienionych pozycji trafna odpowiedź brzmi następująco:

kierownictwo instytucji oraz jej etatowi pracownicy.
Ale to jest oczywiste

W końcu czasy są na tyle ciężkie, że niemal każdy, kto ma jakąkolwiek stałą posadę, z niej się cieszy.
Wymieniając te instytucje chciałem tylko zwrócić uwagę, że każdy organ administracji był, jest i będzie postrzegany negatywnie - niezależnie od tego, czy obywatelowi coś daje, czy coś mu zabiera.
Bo nawet jeśli daje, to:
- za mało
- za wolno
- nie to, co by się chciało
- w sposób zbiurokratyzowany
itd.
domi25 napisał(a):
Grzechu tu nie chodzi czy kogoś stać czy nie stać ale o sam fakt! to raczej normalne dla mnie, że wy to skserujecie, wy tego wymagacie to wy to róbcie. Wy chcecie kopii ja oryginał mam, to sobie kserujcie.
Umówmy się, że wiem, o co Ci chodzi.
Powiem tak: gorąco protestowałem, gdy ten zwyczaj zaczął być stosowany. Ale wówczas alternatywą było to, że wykręcamy co drugą świetlówkę. Obecnie jest trochę lepiej, ale tylko trochę... Może udałoby się wykręcać zaledwie co trzecią.
sakwa napisał(a):
i nikt nie beczy jak panienka tylko wypisujemy swoje doświadczenia z UP w końcu po to powstał ten temat.
No to wypisujcie.
Może na ten temat powstać jeszcze choćby z 10 wątków i 100 kolejnych postów.
Przy tej okazji może kiedyś ktoś dostrzeże, że wszystkie one zdarzą się psu na budę i tylko pochłaniają transfer.
Bo bez działań i reakcji na zauważone nieprawidłowości (nieważne - prawdziwe czy wydumane) z waszej (z małej literki, bo tyczy się osób nieokreślonych) strony, mających na celu sprawienie, aby urząd (nie tylko PUP - każdy urząd!) pełnił rolę służebną wobec obywateli, do których macie przecież pełne prawo - nic się nie zmieni.
Osobiście szczerze przyznaję, że w biurowej pracy można popaść w rutynę i od wszelkich zmian trzymać się z daleka (bo po co coś zmieniać skoro jest MI dobrze), a swoje obowiązki wykonywać tak, aby się przypadkiem nie przemęczyć (zwłaszcza, jeśli satysfakcja z dobrze spełnionej pracy jest znikoma albo wręcz żadna). Ale tak jak wspomniałem w poprzednim poście - przywołanie do rzeczywistości urzędnika przez petenta otrzeźwia i skraca dystans. Jak takich otrzeźwień będzie więcej, i to w obecności przełożonego niższego czy wyższego szczebla, to albo rutyna gdzieś uleci, albo urzędnik wyleci.
Przecież to jest proste - trzeba tylko działać, a nie bezproduktywnie wylewać żale na forum.
chester napisał(a):
Ciekawe tylko jak zachowaliby się oni (Grzechu i reflexes), gdyby znaleźli się po drugiej stronie biurka w Urzędzie i sami musieli się męczyc z załatwianiem formalności. Choc im tego nie życzę, to liczę na trochę wyrozumiałości dla petentów.
Wyobraź sobie, że jestem normalnym człowiekiem, który od czasu do czasu też musi załatwiać jakieś mniej czy bardziej "potrzebne do szczęścia" urzędowe sprawy.
Wtedy jako "cywilny" petent mam coś, czego nie zna większość osób, które nie siedziały za biurkiem albo nie widziały tego z bliska - wyrozumiałość dla urzędnika.
Nie jestem znerwicowany z powodu przedłużających się spraw (bo często ich tok jest taki a nie inny), nie burczę na niego (bo wiem, że każdy może mieć słabszy dzień), nie wkurzam się za ośli upór (bo zdecydowana większość trzyma się tylko przepisów, które są takie jakie są). Wreszcie nie chcę od razu nikogo zamordować tylko dlatego, że np. jest niekompetentny. Od tego są odpowiednie tryby postępowania i przepisy, na których ja również powinienem się znać (bo prawo jest nie tylko dla urzędów i urzędników, ale i dla obywateli - o czym często się zapomina.)
I wiesz co? Aż dziwne - zdecydowaną większość spraw załatwiam szybko, sprawnie i w przyjemnej atmosferze.