Co tam lekarze!
Programiści to mają dobrze. Pracuje sobie taki w korporacji od 8 do 16, ma obiadki firmowe, branżowe spotkania, wyjścia na imprezy. Później wraca do domu, pracuje kilka godzinek zdalnie dla dużej niemieckiej firmy. Mało tego! Skubany bierze sobie szybką małą robótkę z freelancera na weekend i znów ma parę setek do przodu.
A jak dobrze mają ochroniarze z marketów! Ci to dopiero nic nie robią, chodzą sobie cały dzień po obiekcie i nawet po papierek nie chce mu się schylić. Wraca do domu je ciepły obiadek zrobiony przez żonę, wsiada na rower i jedzie dorobić stróżując u znajomego na składzie węgla. W sumie nic nie robi tylko śpi i udaje, że jest na czuwaniu. Gdyby tego było mało w sobotę i niedzielę pieniądze same mu wpadają do kieszeni bo idzie postać trochę przy meczu lokalnej drużyny a w niedzielę przy budce na giełdzie. Jak mu jeszcze mało to później bierze miotłę i place zamiata dorobkiewicz!
Mechanicy, oni to już przeginają. Pewna praca na etacie, bo przecież samochodu codziennie się psują. Dobrze płatne nadgodziny i jeszcze po robocie jedzie do szwagra do garażu i robią tam fury znajomym nie płacąc dochodu od zysku. Jak można tak pracować?! Jak jeszcze w tygodniu się nie nachapał to jedzie na giełdę jako doradca przy zakupie i zgarnia dobry kwit.
Wy naprawdę myślicie, że lekarze chcą mieć więcej pieniędzy dla siebie? Oni przecież zarobią tyle samo w 2015 roku jak w ubiegłbym, bo umowy często mają na czas nieokreślony ze stałą stawką godzinową. Piszecie o ich interesie finansowym a tu wynika z tego, że stratni na razie są Ci, którzy nie podpisali kontraktów na ten rok. Należy jeszcze przypomnieć, że lekarz jest zatrudniony w przychodni i nie ma umowy z NFZ tylko z właścicielem POZ, który swoją drogą też musi zarobić.
No to jeszcze raz: lekarz zarobi dokładnie tyle samo, bo ma kontrakt na liczbę godzin w miesiącu, które musi pracować. Nie zależy od tego liczba pacjentów, których przyjmie i liczba wypisanych recept czy skierowań. Problem pojawi się, gdy skończą się pieniądze na podstawowe badania bo Minister Arłukowicz dorzucił lekarzom POZ więcej obowiązków w szerszym zakresie diagnostyki, ale zapomniał przenieść części pieniędzy z poradni specjalistycznych i będzie tak, że przez pół miesiąca skierowanie na badania będzie dostawał każdy kto przyjdzie i poprosi (bo tak trzeba i chce MZ), następne parę dni, ten kto naprawdę musi (wg uznania lekarza) a ostatnie dni w miesiącu nie będzie badań bo skończy się kasa, i trzeba będzie czekać do kolejnego miesiąca. O pakiecie onkologicznym już nie wspomnę bo to jest po prostu coś niesamowitego.
Za bankier.pl (swoją drogą bardzo słaby artykuł, w którym jest dużo nieprawdy)
Cytuj:
Zdiagnozuj raka albo płać
Pakiet onkologiczny nakłada na nich dodatkowe obowiązki. Lekarz podejrzewający raka u pacjenta ma obowiązek założyć mu specjalną „zieloną kartę” i skierować na przyśpieszone badania bez kolejek.
Po wydaniu 30 kart NFZ sprawdzi, czy chorobę nowotworową wykryto u przynajmniej dwóch pacjentów – jeśli nie, to lekarz straci okresowo prawo do wydawania zielonych kart oraz zostanie skierowany na specjalne szkolenia. Jeśli pomimo tego ją wyda, to dostanie karę finansową w wysokości 2% wartości kontraktu z NFZ. Konsekwencje będą czekać go jeśli nie założy karty pacjentowi, u którego później zdiagnozuje się raka.
Źródło:
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Lekarze ... 30006.htmlCzy to wymaga większego komentarza?
Praca w przychodni jest lekka, łatwa i przyjemna

To, że lekarz nie zagina z łopatą nie znaczy, że ma lekko. Nie zdajecie sobie sprawy jacy nieprzyjemni i roszczeniowi potrafią być pacjenci. NFZ nakłada na lekarzy określoną liczbę pacjentów na godzinę, ale jak trafi się pacjent, który przyszedł pierwszy raz lub wymaga dłuższej chwili na rozmowę to od razu robi się obsuwa w czasie. Nie ma praktycznie dnia (poza otwarciem biedronki czy lidla), gdy nie było obsuwy. Żona niejednokrotnie kanapki je w pokoju socjalnym już po pracy albo po drodze do samochodu jak się spieszy. Wiecie co się dzieje, jak trzeba powiedzieć pacjentowi, że potrzebujesz 5 min przerwy na siku i kawę podczas gdy jest już 30 minut obsuwy?
Zdarzają się oczywiście miłe chwile, gdy wdzięczny pacjent na mieście się ukłoni i podziękuje niejednokrotnie za uratowanie życia. Tak, wczesne rozpoznanie groźnej choroby ratuje życie pacjentowi. Na szczęście większość pacjentów jest uprzejma i przyjemna, przez co wizyta przebiega w miłej atmosferze.
Dyżury w ambulatorium to dla Was pestka? Też tak kiedyś myślałem. Kiedy nie ma pacjentów lekarz oczywiście odpoczywa, tak samo jak strażak, który ma być w gotowości nieść pomoc w przypadku zagrożenia. Myślicie, że lekarze pchają się na dyżury bo to łatwa i szybka kasa? Być może są tacy i szefostwo na pewno się cieszy, że ma pełną obsadę, ale do mojej żony niejednokrotnie w ciągu ubiegłego roku dzwonili z ambulatorium z prośbą o stawienie się na dyżurze, bo lekarze wypadają z grafiku i nie ma komu przyjmować pacjentów. Jeśli akurat była w domu, szybko wsiadała w samochód i jechała do pacjentów, którzy niejednokrotnie traktują ambulatorium jak drugą przychodnię, w której łatwiej się dostać. Ja w tym czasie robię kanapki, pakuję torbę z ubraniami dla żony i jadę rowerem jej to wszystko zawieźć. Rano często wymęczona jedzie od razu do przychodni do swoich pacjentów. Dlaczego wymęczona skoro tam można spać? A pewnie, można spać, ale spróbujcie ustawić sobie budzik co 30 minut i wstawajcie w nocy na 20 minut i tak do rana. Pikuś prawda? A jak trzeba jechać do chorego, który leży w domu często kilkadziesiąt minut drogi od ambulatorium to też jedzie lekarz dyżurny, bo dyspozytor odmówił wysłania karetki. Kolejna ciężka robota, to wyjazdy do zgonów. Tak, to lekarz z ambulatorium jedzie w nocy stwierdzić zgon. Pół biedy jak nieboszczyk jest w domu, gdzie można dojechać i spokojnie wejść, ale zdarzało się, że w asyście policji żona jechała na jakieś działki czy łąki do znalezionego ciała. Policja często naciska by napisać, że zgon bez udziału osób trzecich. Fajnie, prawda?
Zamiast populistycznych teksów o konowałach i nierobach zarabiających wielkie pieniądze poświęćcie chwilę na przeczytanie postulatów Porozumienia Zielonogórskiego.
http://www.federacjapz.pl/aktualnosci/f ... myfont,292O ciężkich studiach, egzaminach, latach wyrzeczeń, ciągłych szkoleniach i nieustającej nauce chyba nie muszę pisać, co?
Dziękuję za Wasz czas.