Chyba nie było takiego ministra oświaty (MEN), który by się nie wsławił jakąś mniej lub bardziej głupawą reformą oświatową. Pamiętamy błazenadę z lekturami szkolnymi w wykonaniu niesławnej pamięci R.Giertycha, a teraz mamy sprawę
tajnego nauczania w przedszkolach.
Autorką kolejnego niewypału w oświacie jest urzędująca pani minister K.Hall. Zgodnie z wydaną przez nią nową
Podstawą Programową dla wychowania przedszkolnego, wszystkie sześciolatki w zerówkach nie mogą uczyć się czytać i pisać, ale tylko po polsku, bo nauka języka obcego jest dozwolona.
Na życzenie rodziców, wbrew zakazowi prowadzona jest jednak w wielu przedszkolach nauka czytania i pisania , ale tajnie i w konspiracji przed władzami oświatowymi. W przedszkolach nie wolno używać tablic, a podręczniki są ukrywane na wypadek kontroli kuratorium oświaty .
Legalne jest tylko uczenie liczenia do 100, a czytanie i pisanie jedynie w formie zabawy z wycinankami itd. Taka jest decyzja polskiego rządu.
Dzieci, które były w normalnej
zerówce umieją czytać i trafiły do uwstecznionej podstawówki na etap Ala i Ola. Już na wstępie nauki poznały , co to bezsens i nuda w szkole i może to im pozostać do końca nauki.
Odwlekanie ustawy
hazardowej uszczuplało budżet państwa o pół miliarda zł rocznie.
Straty w potencjale umysłowym najmłodszych Polaków, ofiar niewydarzonych reform w oświacie są nieobliczalne.
Pod okupacją niemiecką, jak i za komuny uczestnicy nauczania na
tajnych kompletach lądowali w obozach. Co to będzie jak się wyda, że ze swoją niespełna czteroletnią wnuczką uczymy się literek?
Obozów u nas już nie ma. Pewnie więc czeka mnie Szwajcaria, gdzie teraz przetrzymują takich za przestępstwa z udziałem nieletnich.
